Ponuro weszłam do pokoju. Nie było tu tak jak w domu. Wszyscy jacyś inni niż tamtejsi przyjaciele. Ci to nawet nie przyjaciele! Traktują mnie jak wroga, choć nawet mnie nie zdążyli poznać. Przez ich wyroki często do oczu napływają mi łzy, a mój wyraz twarzy zamiast przypominać szczęśliwego Labradora, przypomina ponurego kota Perskiego. Nigdy nie czułam się tak przygnębiona, nikt nie stanie u mojego boku gdy potrzebuję wsparcia, nikomu nie powiem co czuję. Poszłam do lasu i usiadłam na kamieniu. Podparłam ręką brodę i przemyślałam to wszystko. Zamknęłam oczy i coś dotknęło mnie. Coś zimnego, mokrego i miękkiego. Stanęła przede mną sunia. Słodka, miła, czuła-taka mi się wydawała.
-Hmm...Suniu, czy chcesz żebym zabrała cię do akademii?-zapytałam zawadiacko
Psinka zaszczekała i podeszła do mnie jeszcze bliżej.
-Słodziak z ciebie-poklepałam ją po głowie, a ta zamruczała
Wyglądała tak:
Wzięłam Labradorkę na ręce.
-Kochana pysia-rozczulałam się nad nią
Kiedy nastąpiła noc, zrobiłam jej posłanie w szafce nocnej. Niech śpi tak do póki jest mała.
-Dziękuję ci losie-powiedziałam w podziękowaniu za psa, osobę, którą tak bardzo chciałam mieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz